Futbol nie jest sprawą życia i śmierci. To coś znacznie ważniejszego - Bill Shankly
RSS
sobota, 14 stycznia 2012
NOWY ADRES!

Zmieniamy szyld i jedziemy dalej :)

 

Zapraszam na:

 

futbolbim.blogspot.com

16:31, barrtolini1910
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 lipca 2011
Tylko kibiców żal - "Spowiedź Fryzjera"

Właśnie trzymam w rękach nową książkę Adama Godlewskiego – „Spowiedź Fryzjera”. Lektura ciekawa, opowiadająca o tym, jak to się kiedyś „wygrywało” mecze. Poza boiskiem, rzecz jasna…

Ryszard Forbrich, znany bardziej jako „Fryzjer” to były działacz Amiki Wronki, odpowiadający za wyniki drużyny (dosłownie). O tym procederze napisano już prawie wszystko – był wszechobecny w polskiej piłce, w pewnym czasie stał się standardem. „Fryzjer” opowiada o wszystkich szczegółach. Prawdziwie. A wiadomo, że prawda boli najbardziej…

- Cóż, święty nie byłem. Kręciłem jak inni, a w każdym klubie był ktoś, kto miał zadania podobne do moich. Absolutnie nie zamierzam się jednak wybielać. Bo niewinnych, proszę was, to w polskiej piłce, przynajmniej od momentu odkąd się w niej za kulisami znalazłem, nie było – czytamy na wstępie „Spowiedzi”.

Książka jest naturalna. Forbrich opowiada o wszystkich przekrętach w swoim stylu, z własnymi wyrażeniami i powiedzonkami. Lektura przepełniona jest anegdotami zza kulis skorumpowanego do szpiku kości futbolu.

- W Amice osobiście przyjmowałem sędziów (…) Trzeba było po ziarneczku sypnąć, proszę bardzo, o królach popitolić odrobinkę – także brałem to na własne barki. A kiedy Hankę przekazać się należało, to również nie szukałem nikogo do spółki – opowiada Forbrich w „Spowiedzi Fryzjera”.

Były działacz Amici mówi także o historii z Piotrem Reissem, którego sędzia przed meczem z Amicą ukarał czwartą żółtą kartką i o sytuacji z obecnym właścicielem Lecha Poznań, Jackiem Rutkowskim. Nie brakuje wspomnień związanych z byłymi i obecnymi prezesami PZPN – Grzegorzem Lato, Michałem Listkiewiczem czy Marianem Dziurowiczem, a także innymi „wielkimi” polskiej piłki.

- Stawki jesienne zaczynały się wtenczas od 15 tysięcy złotych, choć najsłabsi mogli zadowolić się i dychą. A bywało, że i ci z wyższej półki w przypływie dobrego humoru organizowali… promocję. Za to wiosną trzeba było wszystko przemnożyć przez dwa. Natomiast w końcówce sezonu – obowiązywała wolna amerykanka. Trzeba było płakać i płacić - mówi bez skrupułów o szczegółach „Fryzjer”.

Czytając tą opowieść, którą wszystkim fanom futbolu z czystym sumieniem polecam, można być zadowolonym z ostatnich dwóch, trzech lat w polskiej piłce. Jest jaka jest, ale jest „czysta”. Nie narzekajmy więc, że poziom niski, że piłkarze słabi. Gdy widzę, że mistrz Polski przegrywa z drużyną dołu tabeli – serce mi się śmieje. Nie może być inaczej, wiedząc, jakie wałki mieliśmy kiedyś.

I tylko kibiców mi żal. Że przychodzili licznie i wydawali niemałe pieniądze na te chore „spektakle”, przypominające bardziej Wrestling, niż piłkę nożną. Trzeba wyeliminować ze struktur futbolu takich ludzi, jak „Fryzjer”, by zła przeszłość nigdy nie wróciła!

Nawiązując do tytułu – „Fryzjer” się wyspowiadał, ale o rozgrzeszeniu nie może być mowy…

Tagi: PZPN
16:08, barrtolini1910
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 czerwca 2011
Po co Barcelonie Fabregas?

Trzeba pamiętać, że zastępca Xaviego nie jest potrzebny na gwałt, od zaraz. „Generał” jest w stanie zagrać jeszcze kilka dobrych sezonów. Gdyby w tym czasie zgrywać młodego Thiago, to miejsce Fabregasa, podobnie jak w reprezentacji, byłoby na ławce. Czy Barcelonę, która ma niemałe długi i potrzebując pieniędzy sprzedała swoje miejsce na koszulce Quatar Fundacion, stać na tak drogi transfer zawodnika tylko rezerwowego?

Saga transferowa na linii Arsenal – Fabregas – Barcelona trwa w najlepsze. Chodzą słuchy, że wreszcie Fabregas i Arsenal dogadali się z Dumą Katalonii i od następnego sezonu Cesc będzie bronił barw swojego pierwszego klubu. Nieoficjalnie mówi się, że Fabregas ma kosztować Barcelonę nawet 50 milionów euro.

Cieszą się wszyscy – od Fabregasa, który może wrócić tam, skąd przyszedł do Arsenalu, aż po piłkarzy Blaugrany, którzy spotkają się razem z kolegą w jednym klubie. Wielka radość przesłania pytanie, które powinno zastanowić włodarzy Barcelony: po co Barcelonie Fabregas?

Nie mogę znaleźć żadnego sensownego argumentu przemawiającego za transferem Fabregasa do Premiera Division. Co będzie miała z tego Barcelona? Niewiele. Po pierwsze, środek pola w ekipie Pepa Guardioli jest najsilniejszy na świecie. Xavi, Iniesta i Busquets znają się na wylot i panowaniu tej trójki w linii pomocy nie powinien zagrozić Fabregas. Spójrzmy chociażby na sytuację w reprezentacji Hiszpanii. W pierwszym składzie grają Xavi, Iniesta, Busquets, a nawet Xabi Alonso. Fabregas wygodnie grzeje w tym czasie ławkę rezerwowych.

Dochodzą głosy, że Fabregas jest sprowadzony po to, by w przyszłości zastąpić Xaviego, co jest kolejnym absurdem. Czy nie lepiej zgrywać z pierwszym zespołem młodych zawodników, których nie brakuje, zamiast ściągać Fabregasa za 50 milionów euro? To nie po barcelońsku.

A tych zastępców Xaviego jest bez liku. Najpoważniejszy z nich, Thiago Alcantara, czaruje swoją gra w reprezentacjach młodzieżowych Hiszpanii i w Barcelonie B w Segunda Division. Thiago zagrał kilka dobrych spotkań również w końcówce sezonu, kiedy grał w pierwszym składzie Barcelony.

 

11:48, barrtolini1910
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 maja 2011
Kto w Lidze Europy, kto spada?

W niedziele rozegrana zostanie ostatnia kolejka Ekstraklasy. Emocje będą na najwyższym poziomie, mimo że poziom najwyższy nie będzie. Nie wiemy przecież, kto z ligi spadnie ani kto zagra w europejskich pucharach.

Najpierw o rzeczach mało przyjemnych, czyli spadku. W następnym sezonie dwa zespoły z trójki: Polonia Bytom, Cracovia i Arka następny sezon transmitowane będą tylko i wyłącznie przez TVP Sport. Największe szanse na pozostanie mają Pasy, ale walka toczyć się będzie do ostatniej sekundy. Jeżeli w niedzielę podopieczni Szatałowa zwyciężą na wyjeździe z GKS Bełchatów, który nie gra już o nic, to zostaną w najwyższej klasie rozgrywkowej w następnym sezonie.

Różowo nie jest w Gdyni i w Bytomiu. Arka i Polonia muszą wygrać swoje mecze, a przy okazji liczyć na wpadkę Cracovii. W przypadku zwycięstwa Arki spada Polonia, która traci do Gdynian jedno oczko. Mobilizacja jest więc w siedzibach wyżej wymienionych klubów najwyższych lotów, ale i tak płakać będą dwie drużyny. Co zrobić, taki jest sport.

Arka w przypadku zwycięstwa może jednak namieszać w górnej części tabeli. Drużyna Franciszka Straki walczyć będzie bowiem ze Śląskiem, który marzy o europejskich pucharach. Na górze sytuacja jest mocno skomplikowana. O Ligę Europy walczą Śląsk, Jagiellonia, Lechia i Widzew. 1% szans ma jeszcze Lech, ale wejście Poznaniaków do Ligi Europy jest iluzoryczne.

Sytuacja w tabeli na ten moment wygląda następująco:

2. Śląsk 46

3. Legia 46

4. Jaga 45

5. Widzew 43

6. Lechia 43

Wiadomo już, że kwalifikację o Ligę Europy zapewnioną ma warszawska Legia, tak więc pozycja w tabeli podopiecznych Macieja Skorży nie ma znaczenia dla innych drużyn. W przypadku Legii na pudle do pucharów awansuje bowiem drużyna z 4. miejsca. Legioniści namieszać mogliby tylko w przypadku porażki u siebie z Polonią Bytom.

Zostają więc Śląsk, Jaga, Widzew i Lechia. W 29. kolejce Widzew wygrał z Lechią 1:0 i tym samym dogonił peleton. Łodzianie na awans mogą liczyć w przypadku remisu Jagiellonii lub porażki Śląska, pomijając oczywiście swoje zwycięstwo z Górnikiem Zabrze.

Dla Śląska i Jagiellonii sprawa jest prosta – muszą wygrać swoje mecze u siebie kolejno z Arką i Ruchem. Najbardziej skomplikowaną sytuację mają gdańszczanie. Mimo korzystnego bilansu spotkań z Widzewem, żeby liczyć się w walce o puchary Lechia musi liczyć na wpadki Śląska i Jagi. Jeżeli tak się stanie, Tomaszowi Kafarskiemu dochodzi kolejny problem: Widzew. Korzystniejszy bilans w meczach z podopiecznymi Czesława Michniewicza jest niczym, gdy tyle samo punktów na koniec sezonu będą miały Śląsk lub/i Jagiellonia.

Wtedy bowiem między tymi drużynami powstanie tabelka bezpośrednich starć, w której zwycięsko wychodzi Widzew. Niezależnie od tego, czy w tej tabelce będą Widzew, Lechia i Śląsk czy Widzew, Lechia i Jagiellonia, najkorzystniej w tych spotkaniach wypadł Widzew i to on przy takim ułożeniu spotkań reprezentować nas będzie na europejskiej arenie.

Reasumując. Dla Śląska i Jagi kalkulacje nie wchodzą w grę – muszą swoje mecze najzwyczajniej w świecie wygrać. Dla Widzewa korzystna będzie porażka Śląska lub/i remis/porażka Jagielloni. Lechia liczyć będzie na potknięcia wszystkich tych trzech drużyn.

Nam nie pozostaje nic innego, jak oczekiwać wyników. Zgoda – poziom nie jest rodem z Ligi Mistrzów, ale tylu wrażeń, emocji i niespodziewanych zwrotów akcji pozazdrościć mogą nam nawet Anglicy.

Kto zatem zagra w Lidze Europy? Kto spadnie do I. ligi? Dowiemy się w niedziele w okolicach godziny 19.

21:32, barrtolini1910
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 maja 2011
PIŁKA NOŻNA DLA KIBICÓW!

Właśnie zamknięto stadiony Widzewa, Śląska i Zagłębia. Za nic. Tusk obraził się na hasła „Miała być Irlandia  – mamy Białoruś”. Naprawdę żałosne są te wszystkie działania. Czuje się, jako kibic, nie kibol, oszukany. Najzwyczajniej w świecie napluto mi w twarz, zupełnie jak w czasach komunistycznych.

Dla policji i rządu najlepszym rozwiązaniem jest zdelegalizowanie piłki nożnej. Chyba do tego wszystko zmierza…

DONALD = KONONOWICZ

NIE BĘDZIE NICZEGO! 

Tagi: PZPN
21:02, barrtolini1910
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 maja 2011
"Nie będzie niczego....!"

Tak znienawidzona przez Polaków komuna wraca w miejsca, do których nie powinna dostać się nawet w latach 80. Stadion to miejsce, do którego człowiek przychodzi nie tylko dopingować swoją drużynę, ale także wykrzyczeć się, ponarzekać i poprzeklinać po całym tygodniu ciężkiej pracy. Wolność, o którą walczyli nasi przodkowie, zostaje nam odbierana przez władze nibyprawicowe. I to ma być demokracja?

W naszym kraju dzieje się źle, a nawet bardzo źle. Jest tragicznie. Nigdy aż tak nie podchodziłem do tego tematu. Nie oczekiwałem, że będziemy drugą Ameryką. Ja mówi klasyka polskiego kina: „Amerykanie w nich 40. lat forsę pompowali, a w nas Ruskie Marksa i Lenina, to jak ja mam z nimi…konkurować?”

Byłem apolityczny. Ostatnimi dniami uległo to nie małej zmianie. Nie miałem wyjścia – dotknął mnie osobiście polityczny idiotyzm.

Premier Donald Tusk zamknął dwa stadiony. Co o tym sądzę, napisałem już w ostatnim felietonie. Teraz skala debilizmu znacznie się zwiększyła. Mianowicie - wszystkie mecze Ekstraklasy, I i II ligi odbędą się bez udziału publiczności. Dlaczego? To sam Tusk wie. Wiedzą natomiast wszyscy polscy kibice, że mecz bez udziału publiczności drużyny przeciwnej traci na atrakcyjności.

Czy zawinili kibice wszystkich drużyn, począwszy od Wisły Kraków, a kończąc na Pelikanie Łowicz? Nie wiem, naprawdę. Nie mam zielonego pojęcia, jak można w ogóle myśleć tak, jak PZPN, policja, Ekstraklasa S.A. i rząd razem wzięci.

Idąc tropem wyżej wymienionych władz – powinno się zamknąć wszystkie drogi w Polsce – tam przecież może dość do wypadków! Nie powinno się wstawać rano z łóżka, przecież po południu możesz się przewrócić, złamać nogę albo jeszcze coś innego. Nie powinno się zawierać małżeństw – wtedy nie będzie rozwodów. Podsumowując – nie będzie niczego.

Autora cytatu z tytułu przytaczać chyba nie muszę? Swoją drogą – wyprorokował nam Kononowicz całą przyszłość. Nie będzie niczego. Stadionów, dróg, a już na pewno nie będzie dobrych polityków.

Jakby tego było mało, nie musieliśmy czekać na pobicie idiotyzmu roku 2011. Jak się właśnie dowiedziałem, na stadionie nie wolno…przeklinać. Kibice z Kielc już mają założone sprawy, a po sobotnim meczu policja wydała klubowi nakaz identyfikacji jak największej liczby osób, którzy używali w meczu Widzewa z Bełchatowem niecenzuralnych słów.

To już nie jest śmieszne. To jest tragiczne. Należy płakać, a nie się śmiać.

W związku z tym mam małe pytanie do czytelników. Pozwalają jeszcze wychodzić po 22., czy może coś mnie ominęło?

Tusk może zamknąć stadion. Policja może zakazać kibicom gości wyjazdów. Policja może wlepić zakaz stadionowy kibicom, którzy przeklinali. Ale nie odbiorą nam nadziei na zwycięstwo, radości ze strzelenia gola, ze złości z porażki. Wygraliśmy z komuną, wygramy i z Tuskiem!

Tak znienawidzona przez Polaków komuna wraca w miejsca, do których nie powinna dostać się nawet w latach 80. Stadion to miejsce, do którego człowiek przychodzi nie tylko dopingować swoją drużynę, ale także wykrzyczeć się, ponarzekać i poprzeklinać po całym tygodniu ciężkiej pracy. Wolność, o którą walczyli nasi przodkowie, zostaje nam odbierana przez władze nibyprawicowe. I to ma być demokracja?

Znów pojadę klasykiem polskiego kina. Wyobrażacie sobie taką sytuację, na stadionie swojej ukochanej drużyny?

- Widziałeś tego z 9? Nie wykorzystał sam na sam! Jaki…

- ROZMOWA KONTROLOWANA! ROZMOWA KONTROLOWANA!

-Widziałem…

Stadion. Magiczne miejsce. Kto był, wie o czym mówię. Wolność. Tak można nazwać to, co się na nim dzieje. Wolnością nie jest rozwalanie krzesełek i mordobicie, ale do tego dochodzi rzadko.

Znam natomiast bardzo fajną historię, prosto z hiszpańskich boisk. Podczas panowania w Hiszpanii generała Franco, który był kibicem Realu i nienawidził Katalończyków, zakazano mówienia w tym języku. Jedynym miejscem, który uprawniał do tego, by ludzie mogli wyrazić swoje niezadowolenie i porozumiewać się po Katalońsku, był stadion Camp Nou. Miejsce, w którym rozgrywała mecze FC Barcelona był jednym z ważniejszym miejsc, o ile nie najważniejszym miejscem w całej Katalonii. Miejsce, w którym można powiedzieć to, co leży na sercu. To jeden z powodów, dlaczego jest wyjątkowe.

Tusk niszczy demokrację. Takich jak on nieźle załatwiano w starożytnej Grecji. Zagrażasz demokracji? Nie masz wstępu do miasta przez 10. lat.

I proszę bez tekstów, że bronię kiboli. Co więcej - uważam, że chuliganów powinno się karać bardzo wysoko. Na tyle, żeby jednemu z drugim odechciało się wszelkich rozrób. Żeby taki kibol pomyślał o tych kilku zerach z tyłu, zanim zrobi coś głupiego.

Do problemu wszyscy podeszli nie od tej strony, od której powinno się podejść. Wszyscy trąbią o tym, jak to w Anglii rząd świetnie poradził sobie ze stadionowym bandytyzmem. Dlaczego nie u nas? Dopóki rządzić nami będą Tusk i inni, to faktycznie „nie będzie niczego”.

Najbardziej żałuje tego, że cierpią kibice. Zwykli kibice. Dopingujący swój zespół, będący z nim na dobre i na złe, nawet wtedy, gdy złe czasy są standardem, a dobre tylko wypadkiem przy pracy. Tacy kibice, którzy przeklinają, ale nigdy w życiu nie brali udziału w bezsensownych burdach. Bo solą piłki jest poniżyć rywala, na tym polega sport. Na rywalizacji. Jesteśmy lepsi od klubu zza miedzy? To się z tego cieszymy, poniżymy kibiców rywali. Ale musi być jakaś granica, której przekroczyć nie wolno.

Przekraczają ją kibole. Co im z tego, że Tusk zamknie stadion? Im nie zależy, czy będą na stadionie, czy nie. Nie wiedzą nawet, kto gra w ich ukochanym klubie. Ich wiedza dotycząca sportu kończy się na tym, w których grają nasi i komu mamy spuścić manto.

Nie karajmy klubów! Klub nie ma nic do powiedzenia. Legia chciała walczyć z kibolami, to nie miała dopingu i nawet politycy prosili ją, by zakopała topór wojenny! A teraz wielcy politycy, co znają się na piłce tak, jak ja na balecie, biorą się za robienie porządku na stadionach!

Angielski kibic nie zmądrzałby po zamknięciu stadionu. Angielski kibic zmądrzał, gdy zobaczył, ile będzie musiał płacić za to, co zrobi.

Tusk może zamknąć stadion. Policja może zakazać kibicom gości wyjazdów. Policja może wlepić zakaz stadionowy kibicom, którzy przeklinali. Ale nie odbiorą nam nadziei na zwycięstwo, radości ze strzelenia gola, ze złości z porażki. Wygraliśmy z komuną, wygramy i z Tuskiem!

Tagi: PZPN
21:56, barrtolini1910
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 maja 2011
Niespełnione rządu obietnice...

Właśnie zamknięto stadiony Lecha Poznań i Legii Warszawa. To kara za zamieszki w finałowym meczu Pucharu Polski. 

Pokazówka. Tak można określić działania premiera Tuska. Obrzydliwy PR, który będzie miał poklask tylko u osób, które są dzień w dzień wodzone za nos przez telewizję. Mydli się takim osobom oczy, a później, mimo że nigdy na stadionie nie byli, krzyczą, żeby stadiony pozamykać, a kibiców i bandytów (przecież według mediów to jedno i to samo) zamknąć za kratki albo wysłać gdzieś na drugi koniec świata.

Nie bronię chuliganów, którzy dali popis we wtorek. Więcej. Takie osoby powinny być wyłapywane i karane. Karane ostro i bezwzględnie.

Jeżeli jednak chce się kogoś karać, trzeba wiedzieć kogo. Mam wrażenie, ba!, pewność, że panowie Tusk i Lato nie odróżniają podstawowych pojęć: kibic i kibol. Czego więc mamy od nich wymagać?

Zamykamy stadiony i walczymy z klubami. Taki sposób działania przyjął PZPN wraz z rządem. Idiotyzm. Ilu kiboli po tych zamieszkach zostało złapanych i ukaranych? Zero. Tak, wielkie nic. Bezradność policji, ochrony i wszystkich, którzy byli za porządek na stadionie odpowiedzialni. Nie powinno więc być tak, by zamiast karać kluby, ukarać tych policjantów, którzy nie dali sobie rady z bandą gówniarzy?

Tracą kibice. Media pompują balonik pod nazwą „kibic to bandyta”, nie zważając na to, co tak naprawdę dzieje się na stadionie. Gdyby ktoś nie wiedział - procent pseudokibiców na obiektach piłkarskich jest niewielki. Takich „panów” trzeba wyłapać i wreszcie zamknąć. Ale po co? Lepiej przecież ukarać klub i zamknąć stadion.

Zamknięto dwa nowe stadiony. Bezpieczne, naszpikowane technologią. Szkoda, że nikogo z rządu nie stać na to, by wpaść na pomysł wykorzystania monitoringu...

Ładnie to będzie wyglądać na papierze. Premier i rząd walczą z pseudokibicami.  „Bezwzględnie i ostro” - fajnie brzmi? Jasne, że fajnie. Szkoda tylko, że nikt przy tej „walce” z pseudokibicami nie pomyślał: „Czy nie lepiej karać bandytów, zamiast niczemu winnych kibiców?”

PS. Wiadomo już, ile będą kosztować bilety na towarzyski mecz Polski i Francji. - Nie będą to tanie bilety. Zależy nam na meczach reprezentacjina rodzinach z dziećmi. Dla nich planujemy wprowadzić specjalne biletyrodzinne, a wysokimi pojedynczymi wejściówkami odstraszać chuliganów - powiedział Lato. Według niektórych źródeł, bilety mają kosztować od 80 do 240 złotych.

Nie wiem, co powiedzieć. Narzucają mi się najgorsze wyzwiska z możliwych, ale się powstrzymam. Przemilczę. Szkoda słów...

PS2. W zamian wrzucę obrazek. 

19:54, barrtolini1910
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 maja 2011
Barcelońska rysa

Barcelona zwycięsko zremisowała. 1:1 na Camp Nou w rewanżowym meczu dał Dumie Katalonii awans do finału Ligi Mistrzów. Barcelona znów była piłkarsko lepsza, jednak po tym meczu mam mały niedosyt.

Niedosyt zupełnie niepotrzebny. Chodzi mianowicie o sędziów, którzy ostatnio zaczynają Barcelonę faworyzować. O ile czerwona kartka dla Pepe w pierwszym meczu była uzasadniona i Portugalczykowi się należała, to nie uznanej bramki Higuaina w rewanżu uzasadnić nie umiem. 

Błędy zdarzają się wszystkim. Dopóki FIFA się wreszcie nie obudzi i nie będzie powtórek video, to sytuacje kontrowersyjne, a czasem nawet szokujące nadal będą się w futbolu powtarzały. Sędzia też jest człowiekiem i może się pomylić, jednak te pomyłki coraz częściej są na korzyść Barcelonie. 

Po co to? Przecież Barcelona spokojnie poradzi sobie bez sędziów. Gra na tyle dobrze, że niepotrzebne są jej pomyłki arbitrów. Zbędne są również symulacje. To, co wyprawia Pedro czy Busquets zakrawa o kpinę. Świetni piłkarze, z piłką potrafią zrobić co chcą, ale po draśnięciu przez przeciwnika łapią się za twarz. Mogę się zachwycać grą Barcelony, która miażdży każdego, kogo spotka. Nie przekonuje mnie jednak pseudoaktorstwo a’la Blaugrana, które oszpeciło barcelońskie piękno.

Można jednak stwierdzić, że Mourinho sam zasiał burzę. To on znany jest z prostackich, chamskich, prowokacyjnych zagrywek. To właśnie Portugalczyk wyznaje futbolową zasadę „po trupach do celu”. I właśnie ten sam Mou został wyeliminowany w niewielkim stopniu swoją bronią.

Wracając do meczu muszę oddać swoje ekipie z Madrytu. Wreszcie Real zaatakował w meczu z Barceloną. Trochę tak, jakby piłkarze mieli dosyć defensywnego stylu gry Mourinho i dobrze na tym wyszli. Piłkarze Realu gorsi od odwiecznych rywali nie są. Fakt, mają dużo gorszą drużynę, jednak kurczowe trzymanie się obrony i polowanie na kości Katalończyków poziomu teamu Królewskich na pewno nie podniesie.

To koniec maratonu Gran Derbi. Zwycięsko wyszła na nim Barcelona, która oddała Los Blancos tylko Puchar Króla. Dwa ważniejsze trofea, jakimi niewątpliwie są mistrzostwo Hiszpanii i Liga Mistrzów do Madrytu na pewno nie trafią. Znów zwyciężył futbol.

To koniec wiosennych El Clasico, ale czy też koniec Mourinho? Mam niemal stuprocentową pewność, że Portugalczyk tak tego nie zostawi i już w swojej wybitnie trenerskiej głowie szykuje plan unicestwienia Barcelony w przyszłym sezonie.

PS. Koniec Gran Derbi, czas pisać o równie ważnych tematach, których z braku czasu ostatni zaniedbałem. Bardzo żałuje i obiecuję poprawę :)

14:22, barrtolini1910
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 kwietnia 2011
"Kto mieczem wojuje...", czyli Real - Barca 0:2

Stare polskie powiedzenie brzmi: „Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie”. To wyrażenie idealnie określa wczorajsze, trzecie już wiosenne El Clasico. FC Barcelona pokonała na Estadio Santiago Bernabeu Real Madryt 2:0, a Jose Mourinho został odesłany na trybuny.


Mourinho wojował, aż zginął. Jego najostrzejszy miecz, Pepe, został ukarany czerwoną kartką za faul na Danim Alvesu. Głosy, czy należała mu się aż tak ostra kara, są podzielone. Moim zdaniem Portugalczyk na czerwień zasłużył. Dlaczego miałby jej nie dostać? Bo nie trafił czysto Brazylijczyka? Aha, czyli jakby mu złamał nogę, wtedy każdy powiedziałby: „Tak, należała mu się czerwona kartka”? Brawo dla sędziego Wolfganga Starka. Uznawałem go za arbitra co najwyżej przeciętnego, ale po tym trudnym do sędziwego meczu muszę zdanie zmienić.

Po wyrzuceniu Pepe Real przestał istnieć. Ale czy istniał grając w jedenastu? Jeżeli brać pod uwagę polowanie na kości Katalończyków i przeszkadzanie w grze, to tak. Mou po finale Copa del Rey twierdził, podobnie jak fani Królewskich, że piłka nie polega na, uwaga, bezsensownych podaniach i bezsensownym posiadaniu piłki, tylko na strzelaniu bramek. W Madrycie chyba najwyższy czas otworzyć oczy i zobaczyć jeden, mały, nieistotny szczegół. Czy Mourinho wie, że jeżeli masz piłkę, to nie ma jej przeciwnik? Nie wierze, że takiemu szkoleniowcowi umknął taki fakt. Może więc, zamiast polować na kości, zacząć polować na bramki? Bo wczoraj wszystkie teorie Mou prysły jak bańka mydlana – Real nie był skuteczny, a tym bardziej piękny.

Nie przegubowiec w bramce, nie faule ani też słaba forma Realu. Zdecydowanie najgorsze było zachowanie Mourinho po meczu. Najpierw zaatakował Barcelonę za czerwoną kartkę dla Pepe tak, jakby to była ich wina. - Rok temu mój Inter jakimś cudem Katalończyków wyeliminował, ale rewanż kończył w dziesiątkę. Chyba Mou stracił pamięć. Portugalczyk zapomniał o bramce Diego Milito ze spalonego? Wyleciała mu z pamięci nieznana bramka Blaugrany w rewanżu na Camp Nou? Można więc przyznać Mourinho rację – Inter pokonał Barcelonę „cudem”.

Następnie zaatakował trenera Dumy Katalonii. -Pan Josep Guardiola zdobył jeden puchar, i to w sposób, w który ja bym się wstydził zdobyć - po tamtym skandalu na Stamford Bridge. A jeśli teraz zdobędzie drugi, to po skandalu na Santiago Bernabeu. Życzę mu, by pewnego dnia miał przyjemność wygrać Ligę Mistrzów czysto, bez skandalu. 

A ja Ci, drogi Jose, życzę, abyś w końcu nauczył swoich piłkarzy, niezależnie od tego, czy to będzie Chelsea, Inter czy Real, grać w piłkę. Najzwyczajniej w świecie.

Głos zabrał również, cienki jak barszcz w środowym meczu, Cristino Ronaldo. - Z nimi zawsze jest tak samo. To zbieg okoliczności? – pytał rodak Mourinho. Niestety dla nas, kibiców, zawsze jest tak samo – Barcelona was miażdży, a później musimy słuchać zbiorowego płaczu z Madrytu. Zbiegiem okoliczności na pewno nie jest też to, że zawsze musicie biegać za Barceloną na własnej połowie, gdy ta was rozklepuje milionami podań. Bardzo fajnie było to widać w jednym fragmencie meczu. Mascherano, Busquets i Pique grają w dziadka z Cristino Ronaldo, a ten dostaje dzikiej furii od biegania i zaczyna krzyczeć na kolegów. Chciałbym wtedy widzieć minę Mourinho. 

Dziwie się Mourinho. Nikt mu przecież nie zabronił grać w piłkę. Dziwie się tym bardziej, że Real potencjał ma. Może nie taki, jak rywale z Katalonii, ale o lata świetlne Barcelonie nie ustępuje. Ozil, Ronaldo, di Maria, Casillas, Xabi Alonso, Marcelo – z tych piłkarzy da się wycisnąć więcej, niż wyciska z nich Mourinho. 

Mou wczoraj zginął. Zginął walką – Pepe został wyrzucony przez grę narzuconą przez swojego trenera. Portugalczyk kazał mu przeszkadzać i faulować, tak też Pepe robił. Osłabienie Królewskich nie może więc obciążyć konta ani sędziego, ani Pepe, a właśnie Mourinho.

Dobrze się jednak stało. Mimo że nie kibicuje ani Barcelonie, ani Realowi, to cieszyłem się, jak Messi strzela Królewskim bramki. Dlaczego? Bo takie spotkania ogląda się dla futbolu. Dla najlepszych piłkarzy, z nadziejami, że stworzą widowisko z najwyższej półki. Jak więc miałem wczoraj trzymać kciuki za kogoś, kto chciał mi tą radość z futbolu odebrać?

20:22, barrtolini1910
Link Komentarze (12) »
wtorek, 26 kwietnia 2011
3 części Ekstraklasy

Ekstraklasa płaska, ale każdy zespół wie, o co walczy. Tabela podzieliła nam się na trzy grupy. Jedna walczy o mistrza, druga o puchary, a trzecia o utrzymanie w 16. najlepszych zespołów w Polsce.

MISTRZOSTWO

1. Wisła Kraków 44

2. Jagiellonia Białystok 41

Ogłosiłem wszem i wobec, że Jaga mistrzem nie zostanie, ale przy bierności Wisły w ostatnich meczach wcale nie stoi na straconej pozycji. Gdy wydawało się, że Biała Gwiazda jest bezpieczna i mistrzostwo zdobędzie z palcem (nie Arboledy) w tyłku (nie Ebiego) i przewaga nad Jagą wynosiła aż 8 punktów, nik chyba nie przypuszczał, że w maszynie Maaskanta może coś się popsuć. Ok. Wisła grała tak sobie, bez szału, ale zbierała co kolejkę komplet punktów. Wygrywała nazwą, doświadczeniem i Meliksonem. Ostatnio coś się zacięło i przewaga stopniała tylko do trzech oczek. Czy Jaga wykorzysta lekki dołek formy Wisły? Typuje, że nie, choć nie mam nic przeciwko bitwie o mistrzostwo a'la poprzedni rok.

PUCHARY/BEZPIECZNY ŚRODEK TABELI

3. Lechia 35

4. Polonia W. 33

5. Lech 33

6. Śląsk 33

7. Legia 32

8. Górnik 32

9. Ruch 31

10. GKS B. 31

11. Korona 31

12. Widzew 30

13. Zagłębie 29

Zdecydowanie najciaśniejszy rejon tabeli. Różnica między trzecim, premiowanym pucharami miejscem a trzynastym, wynosi zaledwie 6 punktów! Tak samo Ruch, jak i Widzew czy Śląsk mają szanse na pudło. Taka nasza liga jest - wygrać może każdy z każdym. Ruch przyjeżdża i leje Legię, by tydzień później dostać od Polonii Bytom. Widzew dominuje we Wrocławiu, by wcześniej dostać baty od Wisły, która we Wrocławiu schodziła pokonana dwiema bramkami. Ostro pogmatwane, czyż nie? I dobrze - będą emocje.

UTRZYMANIE

14. Bytom 23

15. Arka 23

16. Cracovia 20

W najmniej uprzywilejowanej sytuacji jest Cracovia, która traci do pozostałych dwóch ekip trzy oczka. Nie jest to jednak misja niemożliwa. Kto by pomyślał, że Pasy będą w stanie podnieść się z kolan? Sytuacji różowej nie mieli, jednak byli w stanie doskoczyć do miejsca premiowanego utrzymaniem.

Podsumowując: liga jest fajna jak nigdy. Tu nie będzie odpuszczania - każdy o coś walczy. Każdy mecz, chociaż poziom ma niski, to emocji jest co nie miara. Każda kolejka spowoduje roszady w tabeli. Tu szybko można się na pudło dostać, szybko można zlecieć. Walka toczyła się będzie głównie w tych trzech rejonach. Różnica między Lechią a Jagą wynosi sześć punktów, tyle samo oczek dzieli Zagłębie od Polonii Bytom. Potworzyły nam się peletony, gdzie wszystkie mecze będą o dużą stawkę. To dobrze dla kibiców - nie mamy Messiego, Cristiano Ronaldo czy Xaviego, ale mamy emocje. Dużo, dużo emocji, które w pewien sposób rekompensują nam często słabe widowiska.

00:00, barrtolini1910
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9